Portret miasta. Olsztyn 21 stycznia 1945
Zdobycie
Olsztyna oraz całych dawnych Prus Wschodnich ma dla każdego narodu wplątanego w
historię II wojny światowej inne znaczenie. Dla Rosjan wdarcie się na teren
niemieckiej prowincji było czasem odwetu za zbrodnie popełniane w Rosji przez
wojska niemieckie i ich sprzymierzeńców. Niemcy niewątpliwie bronili ziemi,
którą uważali za swoją.
W przededniu ofensywy Wojna na Warmii i Mazurach była serią małych
i wielkich dramatów ludzi przerażonych masakrą mieszkańców Nemmersdorfu jesienią 1944 roku, kiedy to Rosjanie wybili w pień wszystkich zastanych we wsi
jej przez Rosjan, było pięć „Tygrysów” - opowiadał nam Stanisław
Piechocki, autor książki pt. „Olsztyn styczeń 1945,
Portret miasta”. - Niemieckim kolejarzom udało się ten skład podstawić do
jednej z ramp towarowych na Tracku. Gdyby było
wiadomo, które z nich są przedwojenne, można byłoby określić miejsce wyładunku.
„Tygrysy” przekazano Wehrmachtowi. W latach sześćdziesiątych wyciągnęli go
Polacy. Przy okazji można zadać sobie pytanie, co się stało z niemieckimi
czołgami zniszczonymi, lub zdobytymi w okolicach Olsztyna. Przecież po wojnie
nie było ich widać? Jak
ujarzmić diabła Gdy tylko Rosjanie poczuli się pewniej w mieście zaczęły się
pierwsze rabunki i gwałty. Kilka dni po zdobyciu
miasta podpalono kamienice Starego Miasta. W różnych punktach Olsztyna miały
miejsce dramatyczne wydarzenia. Ksiądz Hanowski zdobył rosyjski rozkaz, zakazujący niszczenia olsztyńskich kościołów. Rosjanie
darzyli księdza szacunkiem - nawet na Wielkanoc kilku z nich pojawiło się u
księdza na plebanii. - Ksiądz Hanowski był osobą niezwykłą, która
ujarzmiła diabła i uratowała olsztyńskie kościoły - mówi Stanisław Piechocki. -
Nie mogę do dziś wytłumaczyć sobie jakim cudem, udało
się księdzu dotrzeć do oficera rosyjskiego, wydobyć od niego rozkaz i w dodatku
wyegzekwować ten rozkaz na żołnierzach rosyjskich, którzy nawet swoich
przełożonych czasami nie słuchali. Dodam, że były dwie bumagi. Druga była
wtórnikiem, tyle, że na kartce są plamy krwi. W Kortowie rozgrywał się dramat
pacjentów zakładu dla psychicznie chorych i pacjentów lazaretu. W nocy, gdy
Rosjanie opanowali dworzec w kierunku Czerwonki, w śnieżnej zadymce uciekł
pociąg ewakuacyjny, który przez tydzień tułał się po Prusach by dotrzeć do
Królewca.