Portret miasta. Olsztyn 21 stycznia 1945

wyzwolenie_aZdobycie Olsztyna oraz całych dawnych Prus Wschodnich ma dla każdego narodu wplątanego w historię II wojny światowej inne znaczenie. Dla Rosjan wdarcie się na teren niemieckiej prowincji było czasem odwetu za zbrodnie popełniane w Rosji przez wojska niemieckie i ich sprzymierzeńców. Niemcy niewątpliwie bronili ziemi, którą uważali za swoją.

W przededniu ofensywy Wojna na Warmii i Mazurach była serią małych i wielkich dramatów ludzi przerażonych masakrą mieszkańców Nemmersdorfu jesienią 1944 roku, kiedy to Rosjanie wybili w pień wszystkich zastanych we wsi mieszkańców. Niemiecka propaganda nadała temu wydarzeniu rozgłos, wzmagając w ten sposób strach przed burzą nadchodzącą ze wschodu. Tamte zimowe dni 1945 roku były czasem dramatów Polaków. Tych Mazurów i Warmiaków, którzy czuli się Polakami i przymusowych robotników zmuszonych do ewakuacji w mrozie, przez zamarznięty Zalew Wiślany, zatłoczone drogi, w kolumnach ostrzeliwanych przez rosyjskie czołgi i lotnictwo. I w takiej chwili należy przypomnieć polskie kolumny uciekinierów ostrzeliwane i bombardowane przez niemieckie samoloty we wrześniu 1939 roku. Prusy Wschodnie w przededniu ofensywy styczniowej były w beznadziejnej sytuacji. Przeciw rosyjskim siłom liczącym 1,6 mln żołnierzy, 3500 czołgów, 3098 samolotów, 11 tysięcy dział i moździerzy Niemcy mogli przeciwstawić 600 tysięcy żołnierzy, liczący prawie milion ludzi Volkssturm, 750 czołgów, 400 samolotów. Chłodna statystyka wykazuje beznadziejność sytuacji obrońców. Nie poprawiły jej umocnienia jezior mazurskich, tzw. „trójkąta lidzbarskiego”, pozycji olsztyneckiej, szczycieńskiej. Rosjanie zastosowali manewr stosowany już w sierpniu 1914 roku, planowany zimą 1915 roku, czyli jednoczesnego ataku z Mazowsza na północny zachód, na Ostródę i Elbląg oraz na północy marszu na Królewiec. W ten sposób atakujący Prusy Wschodnie obchodzili barierę, jaką stanowiły jeziora mazurskie.  Atak z trzech stron Olsztyn z trzech stron atakowały 5 dywizja kawalerii gwardii od strony Ostródy, 32 dywizja kawalerii od Butryn i 6 dywizja kawalerii gwardii od wschodu. Kawalerzystów wspierały pułki czołgów i dział samobieżnych. Wydzielony oddział pościgowy dowodzony przez podpułkownika Grigorija Kozjaruka, którego człon stanowiło 56 czołgów IS z desantem wdarły się przed północą 21 stycznia do miasta z kierunku Nidzicy i kierowały się wprost na dworzec. Dla Niemców Olsztyn nie miał tak wielkiego znaczenia strategicznego jak dla Rosjan, dla których kluczowym punktem miasta był dworzec, wówczas zatłoczony składami ewakuacyjnymi. Oddział Kozjaruka na ulicy Nowowiejskiego, za mostem na Łynie wdał się w potyczkę z obrońcami.  Lekką artylerią i koktajlami Mołotowa zniszczono cztery czołgi. Reszta atakujących zakręciła pod wiadukt kolejowy i ruszyła na Zatorze, a potem dworzec, gdzie spotkała się z kawalerzystami z 6 dywizji. Rankiem następnego dnia niedobitki obrońców w obawie przed okrążeniem wycofały się z Zatorza w okolice Stadionu Leśnego. Rosjanie zaczęli przeczesywać miasto w poszukiwaniu snajperów i małych grup oporu. Tego dnia Niemcy zebrali swe siły na północ od rzeki Wadąg. W transporcie wojskowym, który przybył na olsztyńską stację w nocy, już po zajęciuwyzwolenie_b jej przez Rosjan, było pięć „Tygrysów” - opowiadał nam Stanisław Piechocki, autor książki pt. „Olsztyn styczeń 1945, Portret miasta”. - Niemieckim kolejarzom udało się ten skład podstawić do jednej z ramp towarowych na Tracku. Gdyby było wiadomo, które z nich są przedwojenne, można byłoby określić miejsce wyładunku. „Tygrysy” przekazano Wehrmachtowi. W latach sześćdziesiątych wyciągnęli go Polacy. Przy okazji można zadać sobie pytanie, co się stało z niemieckimi czołgami zniszczonymi, lub zdobytymi w okolicach Olsztyna. Przecież po wojnie nie było ich widać?  Jak ujarzmić diabła Gdy tylko Rosjanie poczuli się pewniej w mieście zaczęły się pierwsze rabunki i gwałty. Kilka dni po zdobyciu miasta podpalono kamienice Starego Miasta. W różnych punktach Olsztyna miały miejsce dramatyczne wydarzenia. Ksiądz Hanowski zdobył rosyjski rozkaz, zakazujący niszczenia olsztyńskich kościołów. Rosjanie darzyli księdza szacunkiem - nawet na Wielkanoc kilku z nich pojawiło się u księdza na plebanii.  - Ksiądz Hanowski był osobą niezwykłą, która ujarzmiła diabła i uratowała olsztyńskie kościoły - mówi Stanisław Piechocki. - Nie mogę do dziś wytłumaczyć sobie jakim cudem, udało się księdzu dotrzeć do oficera rosyjskiego, wydobyć od niego rozkaz i w dodatku wyegzekwować ten rozkaz na żołnierzach rosyjskich, którzy nawet swoich przełożonych czasami nie słuchali. Dodam, że były dwie bumagi. Druga była wtórnikiem, tyle, że na kartce są plamy krwi.  W Kortowie rozgrywał się dramat pacjentów zakładu dla psychicznie chorych i pacjentów lazaretu. W nocy, gdy Rosjanie opanowali dworzec w kierunku Czerwonki, w śnieżnej zadymce uciekł pociąg ewakuacyjny, który przez tydzień tułał się po Prusach by dotrzeć do Królewca.