Kultura polskiej Warmii Początek - SPIS TREŚCI

  1. Tożsamość polskich Warmiaków
  2. Łuczywa sia mózić po warmijsku
  3. Warmińskie kapliczki
  4. Strój polskich Warmiaków
  5. Warmińskie przysłowia ludowe
  6. Wierzenia i obrzędy polskich Warmiaków

Tożsamość polskich Warmiaków

Ziemie południowej Warmii w XVI wieku zostały skolonizowane przez przybyszów z Polski. Jednakże o „kulturze polskiej” na tym terenie, o jej świadomym podtrzymywaniu i kultywowaniu, możemy mówić właściwie dopiero od czasów I rozbioru. Wcześniej bowiem, od II pokoju toruńskiego, cała Warmia wchodziła w skład Rzeczpospolitej, a zatem kultura polska na tym terenie była czymś oczywistym i naturalnym. Przestała jednak taką być w momencie wcielenia Warmii do państwa pruskiego. Od tego momentu polscy Warmiacy stali się mniejszością narodową wśród niemieckojęzycznej ludności Królestwa Prus.

Ludność polska południowej części biskupstwa warmińskiego różniła się od swych niemieckojęzycznych sąsiadów z północy regionu. Różniła się też mocno od swych rodaków z rdzennych terenów Rzeczpospolitej, żyła bowiem w dużej mierze pozbawiona z nimi bliższych kontaktów – przepływu myśli, czy idei. Skutkiem tego braku kontaktów kulturalnych z „macierzą”, oraz wpływu niemczyzny, było wytworzenie się specyficznej kultury polskiej na Warmii – z własną gwarą, zwyczajami, obrzędami, tradycją, oraz z własnym, odmiennym poczuciem z jednej strony odrębności, z drugiej zaś więzi z rodakami z innych terenów Królestwa Polskiego, zaś po zaborach, z terenów zamieszkałych przez ludność polską. Losy i kulturę polskich Warmiaków postaramy się przybliżyć w poniższym szkicu.

Jacy byli polscy Warmiacy, gdy ich ziemie stały się częścią Prus? Tak swych rodaków scharakteryzował Warmiak Kazimierz Sieniawski: Charakter Warmianina – Polaka wykazuje wiele stron pięknych: pracowitość i oszczędność, dalej humor w dobrych czasach jak i w niedoli, wesołość i dobroduszność złączoną z pewnym rodzajem bystrości przyrodzonej; wobec obcych, a szczególnie innoplemieńców, okazuje nieśmiałość pewną, choć z natury ma odwagę nieustraszoną i hart duszy i ciała, który często przechodzi w upór niczym niezłamany. Niełatwo przywyka do nowości, choć o jej korzyściach jest przekonany. Podobną ocenę polskojęzycznym Warmiakom wystawił ksiądz Walenty Barczewski w swych słynnych Kiermasach na Warmii: Ludność warmijska jest głęboko religijna, pracowita, spokojna i nadzwyczaj konserwatywna. Temu konserwatyzmowi mają niemieccy współobywatele nasi do zawdzięczenia przewagę we wszystkich zawodach, lecz temu samemu konserwatyzmowi zawdzięczamy, że lud pozostał polskim, że się oparł wszystkim germanizatorskim zapędom i że na długo jeszcze takim pozostanie.

Warmiacy, z natury uprzejmi i gościnni, przyjaźnie nastawieni do świata, byli również bardzo tolerancyjni, o czym również nie omieszkał wspomnieć Barczewski, pisząc: Wypada nam wspomnieć o jeszcze jednej właściwości ludu naszego (…). Lud warmijski sprzyja Żydom. Istotnie, Żydów nie było na Warmii wielu, ale ci, co byli, cieszyli się szacunkiem i poważaniem, a lud uważał ich za „swoich”. O Żydach warmińskich Warmiacy mawiali: To nasze polskie i katolickie Żydy! Z resztą i Żydzi np. z Olsztyna uważali się często za Polaków, choć innej wiary. Nie było natomiast Żydów czujących się Niemcami.

Dopóty, dopóki biskupstwo warmińskie pozostawało w granicach Rzeczypospolitej, sytuacja polskich mieszkańców diecezji była prosta - byli oni katolikami, poddanymi księcia Warmii - biskupa i króla polskiego. Skomplikowała się jednak wraz z zaborem tych ziem przez państwo pruskie w pierwszym rozbiorze i z likwidacją Królestwa Polskiego podczas trzeciego rozbioru. Początkowo nie czyniono, co prawda, trudności Warmiakom w mówieniu po polsku, w wyznawaniu odmiennej, katolickiej wiary. Również i sami Warmiacy nie przejawiali jakichś głębszych uczuć patriotycznych i nie starali się swej polskości podkreślać, choć odczuwali oczywiście swą odrębność i zachowali w pamięci dawną świetność i sławę księstwa warmińskiego. Zamknięci wyznaniowo żyli w izolacji, otoczeni przez luterańskie Mazury i Prusy Wschodnie.

W takim stanie rzeczy istniało duże niebezpieczeństwo naturalnego wynarodowienia się Warmiaków. Zagrożenie pogłębiał jeszcze fakt, iż w wieku XVIII, czy w I poł. wieku XIX nie istniało pojęcie „narodu” w dzisiejszym tego słowa znaczeniu. Dla ludzi tamtych czasów o wiele ważniejsze były ich „małe ojczyzny”, niż jakaś abstrakcyjna, ponadterytorialna wspólnota zwana „narodem”. I tak np. mieszkaniec Burgundii nie nazwałby siebie Francuzem, lecz zawsze Burgundczykiem, a mieszkaniec Wenecji nie czuł się jeszcze wówczas Włochem, lecz Wenecjaninem. Są to oczywiście daleko idące uproszczenia, problemy tożsamości narodowej już wówczas były znacznie głębsze, nie będziemy jednak z oczywistych przyczyn zajmować się tą kwestią.

Dlatego możemy śmiało powiedzieć, że pod koniec XVIII wieku polsko-, czy niemieckojęzyczny mieszkaniec Warmii nie czuł się Polakiem i Niemcem, lecz przede wszystkim – Warmiakiem. Dopiero wiek XIX był stuleciem budzenia się świadomości narodowej – z Wiosną Ludów na czele. Z tego powodu początkowo o polskości mieszkańca Warmii nie decydowały przekonania polityczne, czy społeczne lub religijne, ani też nawet pochodzenie (zauważmy, że wśród działaczy polskich, nie tylko na Warmii, dużo jest niemiecko brzmiących nazwisk). Najważniejszym kryterium narodowościowym w końcu XVIII wieku był język, którym się posługiwano. Był on wręcz utożsamiany z pojęciem „narodowości”, czy „narodu”. Dla ówczesnych filozofów niemieckich …naród był określoną przez konkretny język formą duchową ludzkości, jak pisał Wilhelm von Humboldt.

Dlatego podstawowym i najważniejszym kryterium, po którym poznać można było Polaka na Warmii, był język polski, którym posługiwał się on sam, jak i jego przodkowie. A język ów polska ludność, zamieszkała w dawnym biskupim księstwie, wykształciła specyficzny i oryginalny.

Łuczywa sia mózić po warmijsku

Dialekt warmiński powstał w wyniku wymieszania się różnych gwar polskich, którymi mówili osadnicy kolonizujący południową część biskupstwa przede wszystkim w XVI stuleciu. Były to głównie gwary chełmińsko – dobrzyńskie, oraz mazowieckie. Z czasem, w wyniku izolacji od reszty gwar polskich, dialekt warmiński przestał ewoluować i nie podlegał przemianom, które miały miejsce w pozostałych częściach porozbiorowej Kongresówki. Stąd zachowanie w gwarze warmińskiej wielu średniowiecznych archaizmów leksykalnych i historycznych cech gramatycznych, oraz obecność wyrazów i zwrotów niespotykanych na innych terenach zamieszkałych przez ludność polskojęzyczną. Trafnie ujął to Walenty Barczewski, pisząc: [...] mowa Mazowsza pogranicznego, w Kongresówce mając mistrzów, kształciła się dalej i postępowała z czasem, warmijska zaś pozostała na tym samym stopniu, który zajmowała przed 350 latami. Z tego powodu gwara warmińska jest szczególnie cenna dla współczesnych badaczy dawnego języka polskiego.

Nie można tutaj też nie zauważyć wpływu języka niemieckiego na dialekt warmiński, wpływu wynikłego z wieloletniego nie tylko obcowania, ale wręcz presji, wywieranej przez kulturę niemiecką na warmińskich Polaków. Stąd obecne w gwarze ludności polskiej południowej Warmii liczne szpecące ją germanizmy.

Ciekawym elementem mowy warmińskiej jest ponadto obecność w niej wyrazów i zwrotów charakterystycznych dla „ludności bałtyjskiej”, czyli Prusów. Jest to zrozumiałe, kiedy weźmie się pod uwagę fakt, że polscy koloniści w XVI wieku żyli jeszcze obok ostatnich resztek ludności pruskiej, która całkowicie zniknęła z kart historii dopiero w wieku XVII.

Nie wchodząc bliżej w podziały, którym ulegał sam dialekt warmiński dzieląc się, zgodnie ze słowami Barczewskiego na „a” i „e”, spróbujmy poznać najważniejsze elementy tej historycznej gwary, która dziś jest już niemal zupełnie martwą.

Warmiacy mówili gwarą znacznie bardziej miękką od innych dialektów języka polskiego. Warmiak miękczy o stopień dalej, niż gramatyka podaje, pisał przed laty ksiądz Barczewski. Z tego powodu miękkie i – ji, brzmiało na Warmii, jak zi po spółgłoskach dźwięcznych b, w, przy czym spółgłoska w stawała się niema. Zatem Warmiak nie mówił bierze, lecz bzierze, nie bieda, ale bzieda i nie wino, lecz – zino, podobnie, jak i nie wiosna, ale ziosna. Owo miękkie i – ji po spółgłoskach bezdźwięcznych f i p brzmiało z kolei jak si, przy czym, analogicznie nieme stawało się tu f. Kolejną osobliwością gwary warmińskiej jest, o czym wspomniano wyżej, zachowanie średniowiecznych form koniugacji i deklinacji. Wliczamy w to np. końcówki wa, zamiast my, ta w miejsce cie. Dotyczyło to czasu przeszłego i teraźniejszego. Dlatego mówiono mawa, miast mamy, będziewa, będzieta, a nie będziemy, będziecie. W czasie przeszłym zaś u zamiast i, np. bziułem, zamiast biłem i analogicznie bzilim, bziliśta, bzili. Różnice gwarowe między Warmiakami, a resztą Polaków zachodziły także i w deklinacji. W celowniku często zamiast owi mówiono u, np. człozieku, a nie człowiekowi, panupanowi. W dopełniaczu rodzaju żeńskiego używano na Warmii końcówki -ów, np. żonów, córków itd. Z kolei przymiotniki rodzaju żeńskiego w liczbie pojedynczej posiadały w drugim i trzecim przypadku końcówkę y, zamiast ej (np. swoi dobry córki).

Inną jeszcze charakterystyczną cechą „warmińskiego” było stawianie ł przed występującą na początku wyrazu literą o, np. w wyrazach łorać – orać, czy łutarz - ołtarz. Ponadto do gwary warmińskiej weszło wiele wyrazów niemieckich, np. geszenk (Geschenk) – prezent. Rozmaitych wyróżników gwary warmińskiej jest oczywiście więcej, tym niemniej jednak wymienione wyżej są najważniejsze i najbardziej charakterystyczne dla języka polskojęzycznych Warmiaków.

Zostawmy jednak reguły gramatyki warmińskiej językoznawcom, filologom i zapoznajmy się z oryginalnym tekstem, pisanym autentyczną gwarą z południowej Warmii. Jest to opowiedziana przez Warmiaka z krwi i kości, nawet nie celowa stylizacja, lecz wyrosła z warmińskiej ziemi, ludowa opowieść o duchu, pochodząca z okolic Purdy, a spisana ok. roku 1964:

Kedaj po pierwszej wojnie światowej majątki Prejłowo, Pajtuny i Patryki to b’iłi rozparcelowane. To wtedy tak poziedywali, co o dwunasty w noc•i było słuchać, jak kareta jeździuła, do pół wsi zajechała i zginęła. W Prejłozie to był jeden pan, naz•iwał się Bałda. To jek robotnicy nie nieli drew suchych i poszli kraść do lasa, a pana nie było w domu, to jek zaczęli rznąć drzewo, to stojał pan kiele nich i chłopy się polękli i uciekli. To biła jego druga postać.

Ludzie poziedujo, co jak taki pan frajmajer zaprzeda dusze diabłoziu, to niał sia krsio podpisać. To un dostał drugo postać i nic mu nie brakowało. Taki do do kościoła nie chodziuł, ale nic nikomu złego nie zrobziuł.

Nie będziemy zamieszczać tutaj tłumaczenia powyższego tekstu na język literacki. Nie ma chyba takiej potrzeby gdyż, jak pisał Seweryn Pieniężny w swych stylizowanych na gwarę warmińską, przedwojennych felietonach Kuba spod Wartemborka gada, drukowanych w „Gazecie Olsztyńskiej”, ów tekst je w gwarze tamtejszej, ale myśla, że wciurko skapujeta.

Obecnie gwara warmińska niestety zanika. Proces ten, zapoczątkowany już germanizacyjną polityką władz pruskich, kontynuowany był także za czasów Republiki Weimarskiej, oraz III Rzeszy – w dwudziestoleciu międzywojennym. Skutkiem tej świadomej polityki władz, coraz mniej Warmiaków przyznawało się do swej polskości, a „warmińskim” rozmawiano zwykle jedynie w rodzinnym gronie. W szkołach za mówienie po polsku, co bardziej gorliwi nauczyciele kazali dzieciom nosić tabliczku z uwłaczającym napisaem Pollack. Gwara warmińska stawała się coraz bardziej językiem uważanym za język „plebsu”. Co bardziej uświadomieni polscy Warmiacy przeciwstawiali się tym praktykom, podnosili wagę kultywowania języka swych przodków. Mimo, iż dziś podkreśla się ich osiągnięcia, to jednak należy ze smutkiem przyznać, że ruch polski na Warmii od swych narodzin w ostatniej ćwierci XIX stulecia, aż do roku 1939 stopniowo podupadał i tracił zwolenników. Będziemy jeszcze o tym mówić.

W czasie wojny naziści wymordowali wielu Warmiaków przyznających się do polskich korzeni i mówiących piękną warmińską mową, w tym i najwybitniejszych, jak Seweryna Pieniężnego, czy Leona Włodarczaka i in. Mimo tego wielu Warmiaków wciąż mówiło polską gwarą. Dopiero od roku 1945, w wyniku migracji ludności – napływu osadników z Wileńszczyzny, z Warszawy i z innych ziem przedwojennej Polski, oraz wyjazdu wielu „warmińskojęzycznych”, rdzennych mieszkańców tych ziem do Niemiec, gwałtownie zaczęła maleć liczba osób mówiących miejscowym dialektem. Rok 1945 jest tu wyraźną cezurą czasową, cezurą, która przerwała tkwiącą korzeniami w średniowieczu ciągłość historyczną warmińskiej kultury.

Obecnie gwarą warmińską posługuje się coraz mniejsza liczba ludzi. Szacuje się, że rdzennych Warmiaków, którzy pozostali po wojnie na swej ojcowiźnie, jest dzisiaj nie więcej, jak 4000 osób. Należałoby do tego doliczyć także tych władających polską gwarą dawnych mieszkańców regionu, którzy opuścili swe ziemie po roku 1945 i wyemigrowali do Niemiec. I mimo, że są dzisiaj osoby, jak Edward Cyfus, którzy starają się popularyzować gwarę warmińską wśród dzisiejszych mieszkańców tej krainy, to jednak „język warmiński” niewątpliwie przeszedł już do historii, stając się zabytkiem filologii. Pasjonującym, ze względu na swe pochodzenie i historię, ale jednak zabytkiem.

Kapliczki przydrożne

ImageCzłowiekowi przybywającemu na Warmię może być trudno zorientować się, że oto znalazł się w granicach dawnego biskupiego księstwa. Wszak i budowle i okolica podobne są chociażby do otaczających Warmię od wschodu i południa, sąsiednich Mazur. Mniej jest, co prawda, jezior, niżeli na Mazurach, ale i tych nie brak. Co zatem jest najbardziej charakterystycznym elementem warmińskiego krajobrazu, elementem niejako kształtującym „warmińskość”, elementem będącym widomym „znakiem rozpoznawczym” regionu? Są to niewątpliwie przydrożne kapliczki, tak typowe dla Warmii  zabytki sakralne, na trwałe wpisane i kojarzone z krajobrazem wiejskim dawnego biskupiego dominium. Oczywiście, podobne obiekty znaleźć można w całej Polsce, jak i poza jej granicami, ale nigdzie chyba nie ma ich w takiej ilości, nigdzie też nie są one otaczane przez ludność wiejską takim szacunkiem i opieką. Elementem wyróżniającym kapliczki Warmii spośród innych tego typu obiektów jest również ich charakterystyczna i niepowtarzalna architektura, wyrastająca z różnorodnego dziedzictwa kulturowego i zaszłości historycznych Warmii. Architektura warmińskich kapliczek, stanowiąca o ich wyjątkowości, jest wypadkową kilku nakładających się na siebie tradycji  budowlanych. Jest to w pierwszej kolejności dziedzictwo architektury i sztuki ludowej, wypracowanej autonomicznie przez lokalnych, anonimowych twórców. Drugą tradycją jest czerpanie z historycznych stylów architektonicznych, wreszcie trzecią – z rozwiązań technicznych i dorobku kultury starożytnej, której nośnikiem i przekazicielem było chrześcijaństwo.

Skąd wzięły się kapliczki?

Nie wiadomo dokładnie, kiedy Warmiacy zaczęli budować kapliczki. Być może działo się to równolegle z kolonizacją ziem warmińskich przez pierwszych chrześcijańskich osadników. Geneza takich obiektów kultu jest bowiem bardzo stara i niezbyt dla nas jasna – ma przynajmniej kilka źródeł. Według jednej wersji, nazwa „kapliczka” wywodzi się od łacińskiego wyrazu cappa – płaszcz. Chodzi tu o płaszcz św. Marcina, biskupa z Tours, który wdziewany przez królów francuskich miał ich ochronić na polu bitwy. Ów płaszcz przechowywany był w celi, czyli pomieszczeniu wewnątrz specjalnego, niewielkiego kultowego budynku o charakterystycznych kształtach. Budowlę tę zwano „kaplicą”, a opiekunów płaszcza – „kapelanami”. Zgodnie z odmienną tradycją, już św. Ambroży, biskup Mediolanu z II poł. IV wieku wspominał o kapliczkach jako o miejscu kultu. Zgodę na odprawianie nabożeństw przy kapliczkach zatwierdził oficjalnie sobór w Agda z początków VI wieku. Nie należy tu też pomijać niezwykle ciekawych hipotez niektórych badaczy, dopatrujących się w kapliczkach treści zupełnie niechrześcijańskich. Ich zdaniem, zwłaszcza rzadko spotykany na Warmii typ kapliczek słupowych, tj. kapliczek umieszczonych na wysokich, drewnianych lub murowanych słupach, jest niezwykle podobny do pogańskich słupów kultowych. O „pogańskich kapliczkach” pisał w IX w. Nestor:

(…) jeśli kto umierał, to czynili nad nim tryznę, a potem czynili stos wielki i wkładali na ten stos umarłego i spalali, a potem, zebrawszy kości, wkładali je w małe naczynie i stawiali na słupie przy drogach, jak czynią Wiatycze i dziś.

Takie praktyki pogrzebowe powszechne były u ruskich plemion Radymiczan, Wiatyczan, Siewierzan i Kryniczan. Wpływ tych pogańskich obiektów kultowych na chrześcijańskie kapliczki był, jak się wydaje, dość istotny.

Jak powstawały kapliczki warmińskie?

Łęgajny - kapliczka przydrożnaJeziorany - kapliczka przydrożnaNajstarszą istniejącą po dziś dzień kapliczką na Warmii jest barokowa kapliczka z Dobrąga. Data jej powstania to 1601 rok. Od ponad czterystu zatem lat okoliczna ludność modliła się przechodząc mimo niej. Niewiele od niej młodsza jest kapliczka barczewska, stojąca przy ulicy Warmińskiej, pochodząca z roku 1607. Kapliczki budowano zapewne i przed tym okresem – nie przetrwały one jednak do naszych czasów. W budownictwie kapliczek na Warmii można wyróżnić kilka okresów. Z danych zebranych przez Janusza Jasińskiego wynika, że kapliczek XVII-wiecznych do dzisiaj zachowało się ledwie 15, z wieku XVIII (do czasów zaboru Warmii przez Prusy w roku 1772) - 50. Ta liczba kapliczek nie odbiegała wówczas, jak się wydaje, od przeciętnej liczby tych obiektów w innych regionach Polski. Niewiele też kapliczek powstało w I poł. XIX w., ograniczano się wówczas raczej do konserwacji ewentualnie odbudowy kapliczek już istniejących. Natomiast okres od początków II poł. XIXw., aż po wybuch II wojny światowej to na Warmii prawdziwy "boom" budownictwa kapliczkowego. Złożył się na to zarówno wzrost pobożności wśród warmińskiego ludu, wynikający po części z oporu wobec polityki Kulturkampfu, objawienia maryjne w Lourdes, objawienia gietrzwałdzkie, jak i ogólny wzrost zamożności Warmiaków. Na przełomie stuleci bardzo często zdarzało się, że na Południowej Warmii stawiano kapliczki z ostentacyjnie umieszczanym napisem po polsku, chcąc w ten sposób zamanifestować swoje przywiązanie do religii, oraz do języka polskiego. Przykładem takich kapliczek mogą być ufundowana przez Jana Samulowskiego kapliczka z Woryt z napisem: "Przechodzących proszę o Zdrowaś Maria", czy kapliczka z Tomaszkowa z napisem: "Matka Boska, Matka nasza, módl się za nami" i in. Według Janusza Jasińskiego w roku 1918 na Warmii było ok. 1350 kapliczek. Dodać do tego należy kapliczki powstałe w XX-leciu międzywojennym, a odjąć te, które uległy zupełnemu zniszczeniu po II wojnie światowej (ok. 100). Te bardzo szacunkowe dane pozwalają nam ocenić ich dzisiejszą liczbę na ok. 1600.

Przeważająca większość warmińskich kapliczek pochodzi z przełomu XIX/XX wieku, jak świadczą o tym nie tylko umieszczone na wielu wieńczących je metalowych chorągiewkach daty, ale i typowy dla ówczesnego budownictwa sakralnego, neogotycki styl. Są one wspaniałym, milczącym świadectwem bogactwa kultury ludowej Warmii. Czasem znamy fundatorów kapliczek, natomiast przeważnie nie znamy ich twórców –  możemy jedynie niekiedy rozpoznać, że niektóre musiały stworzyć te same ręce. Tak jak i niemal cała sztuka ludowa, tak i budowniczy tych miniaturowych obiektów sakralnych pozostali anonimowi.

Kapliczki stawiano zwykle z inicjatywy ludzi prywatnych, lub też całych społeczności wiejskich. Kościół, aczkolwiek zachęcał do zbożnego dzieła, nie miał zwykle bezpośredniego wpływu na ich powstawanie. Mimo tego w niektórych wsiach panował zwyczaj uzyskiwania zgody od miejscowego proboszcza na postawienie kapliczki. Była to forma, którą nazwać możemy „honorowym patronatem”. Księża mieli ponadto swój udział w dopełnieniu dzieła budowy. Kapłan dokonywał symbolicznego przemienienia kapliczki – budowli, w kapliczkę – obiekt sakralny. Dzięki uroczystemu poświęceniu kapliczki następowało bowiem jej przejście ze sfery profanum do sacrum. Ceremonia poświęcenia była niezwykle doniosłym wydarzeniem w życiu mieszkańców całej osady wiejskiej, stanowiła ogromne, emocjonalne przeżycie religijne. Nierzadko "odsłonięciu" kapliczki towarzyszyła nawet lokalna prasa. Podczas jednej z takich uroczystości, we wsi Stękiny, korespondent prasowy zanotował:

"Rzadką i bardzo wzniosłą uroczystość mieliśmy tu w drugi dzień Zielonych Świątek. Odbyło się bowiem poświęcenie nowej i pięknej kapliczki (…). Kapliczka ta stanęła staraniem mieszkańców wioski, a głównie pani Ziemeckiej, która najwięcej do tego zbożnego dzieła zachęcała. Uroczystego poświęcenia dokonał po południu o 4-tej ks. Proboszcz Kensbork z Sząbarga w otoczeniu licznie zgromadzonych wiernych. Poprzednio odśpiewano pieśń „Serdeczna Matko”, a po odmówieniu modlitwy do Ducha Św. Wygłosił ks. Proboszcz bardzo pouczające kazanie (…). Na zakończenie odmówiono różaniec i odśpiewano „Witaj Królowo”, poczem pokrzepiony na duchu wrócił każdy do swego domu."

Po co na Warmii budowano kapliczki?

BrąswałdTłokowoKapliczki przydrożne, tak charakterystyczne dla krajobrazu kulturowego Warmii fundowano zarówno z potrzeby serca, z pobożności, czy jako pokutę za grzechy. Wiele z nich powstało również jako wota – w intencji ocalenia wsi od wojny, zarazy, klęski głodu, lub też w podzięce za wysłuchane modlitwy. Stąd bierze się wyraźnie zauważalny wzrost ilości budowanych kapliczek w latach klęsk żywiołowych i epidemii. Wiadomo także, że niektóre słynne sanktuaria i kościoły powstały na miejscu istniejących tam wcześniej kapliczek, jak chociażby jedna z najpiękniejszych barokowych świątyń w Świętej Lipce, tuż za granicami właściwej Warmii.

Kapliczki spełniały ważną funkcję kultową, nie tylko w tych wsiach, w których brakło kościołów. Przy kapliczkach gromadzono się na nabożeństwa majowe, śpiewano pieśni religijne i odprawiano msze. Stąd wyruszały procesje święcenia pól, czy pokarmów w Wielką Sobotę. Zwłaszcza nabożeństwa majowe na Warmii szczególnie związane były z kapliczkami. Zwykle więcej wiernych gromadziło się właśnie przy nich, aniżeli w kościołach. Pośród pieśni śpiewanych wówczas z tej okazji, jak Cześć Maryi, Chwalcie łąki umajone, czy Po górach i dolinach, znalazło się nawet miejsce na zwrotkę, w której wprost śpiewano o gromadzeniu się przy warmińskich kapliczkach:

Do Twej dążymy kaplicy,

Co z brzegu czeka nas,

Wśród wichru, nawałnicy,

W pochmurny, słotny czas.

Również modlitwa różańcowa gromadziła Warmiaków przede wszystkim przed kapliczkami, dużo rzadziej zaś w kościołach.

Innym powodem wznoszenia tych tak charakterystycznych obiektów sakralnych, daleko bardziej pasjonującym badaczy kultury, bywał wywodzący się z czasów pogańskich, a wrosły w chrześcijańską kulturę Warmii – zabobon. W każdej wsi lokalizowano miejsca w których tradycyjnie, jak wierzono, straszyło – pojawiały się złe duchy, zjawy, upiory. Były to zwykle rozstaje dróg, ruiny domów. „Duchy” pojawiały się również w pobliżu niezwykłych tworów przyrody, jak olbrzymie narzutowe głazy, a także w miejscach zabójstw. Już dawno zauważono, że w takich właśnie okolicach często wyrastały kapliczki, mające niejako chronić lud boży przed „złymi mocami”, wiązać „siły piekielne” nie pozwalając im szkodzić pobożnym mieszkańcom. Wierzono, że w pobliżu kapliczek pojawiają się demony, a w samych kapliczkach mieszkają upiory zwane latawcami – będące wylatującymi nocami i zaglądającymi na cmentarze i do wsi, duszami nie chrzczonych dzieci.

Obok tradycyjnych kapliczek ze „świątkiem” – figurą świętego, na Warmii spotkać można również niezwykle charakterystyczne kapliczki z dzwonniczkami. Różnią się one od innych tym, że w swej najwyższej kondygnacji posiadają prześwit, w którym zamontowany jest niewielki dzwon. Bywa i tak, że choć same kapliczki dzwonu nie posiadają, to jednak obok nich znajdują się wolno stojące, niewielkie dzwonniczki. Pełniły one istotną rolę w życiu warmińskiego społeczeństwa wiejskiego, zwłaszcza tam, gdzie nie było kościołów. Kapliczki z dzwonkami były swoistą „miniaturą kościoła”. Dźwięk dzwonków zapraszał wiernych do modlitwy, lub dawał sygnał do wyruszenia na mszę odbywającą się w oddalonym o kilka kilometrów zborze. Zwykle bowiem w takich razach do kościoła wyruszała uformowana procesja złożona z ogółu mieszkańców wsi. I tak np. kapliczka z dzwonniczką z podolsztyńskich Dajtek (dziś jest to już dzielnica Olsztyna), wzywała wiernych na tradycyjną pieszą pielgrzymkę „z łosierą” (czyli z ofiarą) do sanktuarium w Gietrzwałdzie. Ciekawostką przy kapliczkach z dzwonkami jest niewątpliwie fakt, iż obsługą dzwonniczek zajmowały się zazwyczaj kobiety. Musiały one przejść wcześniej odpowiednie przeszkolenie, albowiem każde wydarzenie we wsi sygnalizował inny dźwięk dzwonka. Zaszczytne zadanie dzwonienia dzwonkiem przekazywano często z matki na córkę.

Kapliczki z dzwonniczkami pełniły funkcję nie tylko sakralną, ale też i świecką. Zwoływały mieszkańców na zebrania, alarmowały np. o pożarach, czy informowały o śmierci któregoś z członków wiejskiej wspólnoty, dając tym samym sygnał do modlitwy za zmarłych. Kapliczki z dzwonkami wyznaczały zatem rytm życia mieszkańców warmińskiej wsi. Dzisiaj obyczaj dzwonienia w przydrożnych kapliczkach niemal zupełnie zanikł. Jednakże, choć niektórzy badacze utrzymują, iż ostatnie warmińskie dzwoneczki kapliczne umilkły na początku lat osiemdziesiątych XX wieku, nie jest to do końca prawdą. Gdzieniegdzie bowiem wciąż usłyszeć można charakterystyczny dźwięk dzwonków kaplicznych. Tak jest np. w podolsztyńskiej Rusi. Stojąca tam obok kapliczki sygnaturka, tak jak i przed wiekami odzywa się wesoło wzywając mieszkańców na majowe nabożeństwa, lub pełnym powagi dźwiękiem ogłasza o śmierci któregoś z mieszkańców wsi. Sami mieszkańcy Rusi zgadzają się jednak z żalem, iż jest to warmiński obyczaj, który dziś niestety już zanika.

Jaki los czeka przydrożne kapliczki?

ImageImageMimo zanikania obyczaju fundowania i opieki nad kapliczkami, mimo, iż wiele z tych wspaniałych świadectw przeszłości obróciło się w niebyt, pojawiła się niedawno nadzieja, iż ludowa tradycja, tak silnie związana z warmińskimi kapliczkami, nie tylko przetrwa, ale też na nowo rozkwitnie. Wspomniana wyżej kapliczka w Rusi jest bowiem jedną z wielu warmińskich kapliczek, które zostały ostatnio wspaniale wyremontowane w ramach programu Starostwa Olsztyńskiego „Ratujmy warmińskie kapliczki”. Program ten jest częścią większego projektu, nazwanego, adekwatnie do zadań, jakie przed nim stoją – „Domem Warmińskim”. Opracowany przez olsztyńskie starostwo powiatowe pomysł ma na celu, obok zapewnienia pracy dla miejscowej ludności przy renowacji kapliczek, obudzenie wśród Warmiaków – tych dawnych, jak i tych nowych, przywiązania do tak niegdyś ważnych w życiu biskupiej prowincji, miniaturowych obiektów sakralnych. Kapliczki, z których wiele wpisanych jest na listę zabytków stanowią bowiem wspólne dziedzictwo kulturowe wszystkich mieszkańców Warmii - tych dawnych i tych współczesnych. Opieka nad kapliczkami dowodzi naszego szacunku dla historii Warmii, oraz wzrastającej świadomości naszego miejsca w tym wyjątkowym regionie współczesnej Polski.

Autor: Szymon T. Drej

Strój polskich Warmiaków

Jednym z najbardziej charakterystycznych przejawów kultury ludowej, chłopskiej, jest strój. Dawniej każda polska dzielnica posiadała w kwestii ubioru odrębne zwyczaje i upodobania, wynikające z lokalnego kolorytu, zmieniających się mód, jak i kontaktów z innymi narodami, dzielnicami, czy stanami. Także i polski lud warmiński ubierał się charakterystycznie i odmiennie, niżeli Polacy ze Śląska, Podkarpacia, czy Małopolski. Pisząc „strój ludowy” mamy tu na myśli ubiór ludności chłopskiej. Polski strój szlachecki cechował się większą jednolitością i nie różnił się tak bardzo w zależności od regionu.

Zwięzły i rzeczowy opis typowych elementów stroju ludowego na Warmii dał ksiądz Walenty Barczewski. Zgodnie z jego słowami, XVIII i XIX-wieczni polscy warmińscy chłopi najchętniej ubierali się w długie, modre, fałdziste suknie lub krótkie, modre waniki ze stanikami. Noszono powszechnie koszule z grubego, białego płótna, zaś w święta takież koszule, jednak z płótna delikatniejszego. Na koszulę chłopi nakładali tzw. półkoszulek, wykonany najczęściej z czarnego sukna. Spodnie noszono parciane, czarne lub niebieskie, zaś w święta nakładano spodnie sukienne, czarne lub granatowe. Osobny element męskiego stroju warmińskiego, nie używany na co dzień, lecz jedynie na szczególne okazje, stanowiły kamizelki. Były one, zgodnie ze słowami A. F. Klonowskiego, (…) niebieskie, granatowe, ciemnoczerwone zielone, brązowe, a w niektórych wsiach (…) szyto je z sukna tkanego w drobne prążki. Na wierzch takiego stroju narzucano sukmanę, zwaną na Warmii sukmanem.

Bardzo okazale i kolorowo prezentował się strój niewieści. Kobiety nakładały na głowy twarde czepki (mycki) z bogato pozłacanymi dnami i szerokimi jedwabnymi wstęgami (snurkami) lub miękkie, małe czepki obwinięte jedwabnymi kitajkami różnego koloru. Suknie, zwane na Warmii kitlami, szyto z tkanin w drobne kratki, w dwu lub czterech żywych kolorach (np. czerwono – zielone). Do codziennych zajęć szyto koszule z długimi rękawami z lnianego pacześnego płótna bielonego. Na te koszule kobiety nakładały tzw. westki (kamizelki) z czerwonego drelichu lub sukna. Tegoż sukna używano też do wyrobu tzw. jubki, czyli luźnego kaftanika z długimi rękawami.

Wraz ze zmianą obyczajów, powolnym otwieraniem się Warmii na świat (zwłaszcza po budowie sieci kolejowej w II poł. XIX stulecia), zmieniała się i ludowa moda. Za czasów księdza Barczewskiego opisany wyżej ubiór przeciętnego warmińskiego chłopa był reliktem przeszłości, strojem, w którym paradowali już tylko starsi Warmiacy. Idące bowiem za modą, „nowoczesne” Warmianki, najchętniej ubierały się wówczas w białe wiązane na głowach chusty, do tego zakładały zwykle jednolite, czerwone lub niebieskie suknie. Panowie zaś chętnie zaczęli nosić różnego fasonu kapelusze.

Warmińskie przysłowia

Kultura każdej zwartej społeczności wiejskiej zamieszkującej wspólnie pewien obszar, wraz z upływem czasu wykształca zespół własnych wartości, przekonań, tradycji, tworzony w oparciu o specyfikę swego regionu, jak i wpływy zewnętrzne. Efektem tych procesów jest „kultura ludowa”, obejmująca wszystkie dziedziny życia danej społeczności lokalnej. W skład kultury ludowej wchodzi również charakterystyczny dla danego regionu zbiór „mądrości ludowych”, wyrażanych najczęściej w krótkiej formie wierszowanej – są to przysłowia, nie bez powodu zwane „mądrością narodów”. Wybitny znawca literatury, Kazimierz Brodziński, pisał:

Jak pieśni są po większej części historią ludu, tak przysłowia i przypowieści stanowią zasady jego praktycznej filozofii, które dobrze pojęte, upowszechnione, więcej dla powszechności są częstokroć użyteczne niżeli zgłębiania metafizyczne i obszerne o moralności traktaty. Są to owoce długimi wiekami wywite, prawdziwie zasilające i każdemu dostępne.

Oprócz tego zbiór takowej prostej filozofii praktycznej jest najwierniejszym zwierciadłem sposobu myślenia, skłonności, obyczajów, stanu oświecenia i doświadczeń, przez które naród przechodził.

Tak, jak i inni Polacy z Małopolski, Śląska, czy Mazowsza, polskojęzyczni mieszkańcy południowej Warmii mieli swój regionalny i specyficzny zbiór przysłów – czyli przepisów i porad ludowej „filozofii praktycznej”. Niektóre z tych ludowych mądrości przejęte zostały od Polaków z innych dzielnic dawnej Rzeczpospolitej, przyniesione być może już z pierwszymi polskimi osadnikami. Świadczy to o ich wielowiekowym rodowodzie i żywotności ustnej tradycji. Część jednak owych warmińskich przysłów była charakterystyczna jedynie dla niewielkiego obszaru południowej Warmii i próżno by szukać ich w innych regionach Polski. Do pierwszej grupy zaliczyć możemy, znane powszechnie w całej Polsce, przysłowia jak: Gdzie dwóch szaleje, trzeci się śmieje (funkcjonujące w innych regionach w formie gdzie dwóch się kłóci tam trzeci korzysta), czy Czego sia za młodu skorupka napsije, to sia z ni potam nigdy nie wymyje, lub też Ubogiemu zawdy zietrz w łoczy zieje. Do drugiej grupy należą przysłowia nieznane poza Warmią, odwołujące się do lokalnej rzeczywistości polskich Warmiaków. Oto najciekawsze z nich:

̶        Jedzie jek ksiądz (na gospodarza, który ma dobre konie i powóz)

̶        Jechać na gnadem konu ná mnodu (na mówiących w dialekcie miejskim, chcących uchodzić za ludzi „z wyższych sfer”)

̶        Mieć Zolo kolier z trzema matadorami (atutami), to lepsi jek w Kaletce mieć trzy włóki, a pięciu to lepsi jek w Kaletce mieć trzy włóki i być do tego Szołtysem (to oczywiście przysłowie „karciane”)

̶        Leży jek rek na kiecie (łańcuchu) pod mostem kiele Szelągowa (tak mówiono o kimś leniwym)

̶        Bądź pracowitym jak pszczółka, a wszędzie wkoło ciebie pełno miodu będzie

̶        Kto w kościół wrzuci, duszy nie zasmuci

̶        Kto służy Maryi nie pyta się o ziliji (zilija – był to obrzed pogrzebowy przy trumnie zmarłego)

̶        Kto winien, łoddać powinien