RADA RODZICÓW
SZKOŁY PODSTWAOWEJ Nr 22
im. Marii
Dąbrowskiej
w
Olsztynie
EDUKACJA DLA MODERNIZACJI I ROZWOJU
CZY ZDOLNOŚĆ ROZUMIENIA LUB UMIEJĘYTNOŚĆ, KTÓREJ
POTRZEBUJĄ DZIECI, BY DOBRZE ŻYĆ.
V. 0.1
OLSZTYN 2009
WSTĘP
Praktycznie wszystkich ważniejszych odkryć
naukowych na które powołujemy się za współczesną literaturą dokonano po 1995
roku, i stale, w coraz szybszym tempie, pojawiają się nowe. Wcześniej
literatura naukowa w tej materii skupiała się na
ważnym zbiorze ludzkich cech, które posiadamy jako jednostki, na naszej
zdolności kierowania własnymi emocjami i na naszej wewnętrznej zdolności do
nawiązywania pozytywnych związków z innymi. Proponowany obraz wychodzi poza ramy
psychologii jednej osoby - możliwości, które ma jednostka - i obejmuje psychologię dwóch
osób: to, co się dzieje, kiedy wstępują w interakcję z drugą osobą lub osobami.
Naszym zamiarem jest, by niniejsze
opracowanie inspirowało do próby dalszego poznania i wykorzystania
uporządkowanej wiedzy w praktyce edukacyjnej dla dobra naszych dzieci i całej
szkolnej wspólnoty.
Nasza uwaga przesuwa się na te ulotne chwile,
które pojawiają się, kiedy dzieci
wchodzą w interakcje z innymi ludźmi – nauczycielami, rówieśnikami. Nabierają one głębokiego
znaczenia, gdy uświadamiamy sobie, jak dzięki ich całkowitej sumie tworzą siebie nawzajem.
Nasze dociekania powinny przynieść odpowiedzi
na takie pytania, jak: Co sprawia, że pewne osobowości są niebezpiecznymi manipulatorami? Czy możemy tak pomóc naszym
dzieciom, by wyrosły na osoby szczęśliwe? Co czyni wspólnotę szkolną krzepiącą podstawą życia
naszych dzieci? Czy związki z innymi dziećmi mogą uodpornić nasze dzieci na choroby? W jaki sposób nauczyciel może wpłynąć na
umysły uczniów, by funkcjonowały jak najlepiej? Co nowe odkrycia podpowiadają, jeśli
chodzi o społeczeństwo, które jesteśmy w stanie zbudować, oraz o to, co
naprawdę się liczy w życiu każdego z nas?
Zjawiska erozji
społecznej – środowiska dzieci!
W czasach obecnych, akurat kiedy nauka ukazuje, jak bardzo ważne
są krzepiące stosunki międzyludzkie, związki między ludźmi wydają się coraz
bardziej zagrożone. Erozja społeczna ma wiele twarzy.
o
Sześcioletnia
dziewczynka w jednym z przedszkoli, poproszona przez wychowawczynię o odłożenie
zabawek, dostaje napadu złości, wrzeszczy i kopie swoje krzesło, po czym
wczołguje się pod biurko przedszkolanki i kopie je
tak mocno, że wypadają z niego szuflady. Jej wybuch złości zapoczątkowuje epidemię
podobnych wybryków. Te napady złości zdarzały się nie tylko dzieciom z
biedniejszych, ale i z zamożniejszych rodzin. Niektórzy tłumaczą,
że ten gwałtowny wzrost agresji wśród najmłodszych spowodowany jest czynnikami
ekonomicznymi zmuszającymi rodziców do dłuższej pracy, przez co dzieci
spędzają wiele godzin po zajęciach przedszkolnych czy szkolnych w ośrodkach
opieki dziennej, a rodzice wracają do domu tak zestresowani, że z byle
przyczyny wpadają w złość. Inni odsyłają do danych pokazujących, że 40 procent
polskich dwulatków ogląda telewizję przez co najmniej trzy godziny dziennie, a więc
każdego dnia przez trzy godziny nie ma kontaktu z ludźmi, którzy mogą im pomóc
lepiej sobie radzić. Im więcej oglądają telewizji, tym bardziej są niesforne, kiedy
osiągną wiek szkolny.
o
W jednym z miasta dochodzi do kolizji drogowej, w wyniku której
motocyklista pada na jezdnię. Leży bez ruchu. Obok niego przechodzą piesi, a
kierowcy przyglądają mu się, czekając na zmianę świateł, ale nikt nie
zatrzymuje się, by mu pomóc. W końcu, po piętnastu długich minutach, pasażer
samochodu,
który
zatrzymał się na światłach, opuszcza szybę i pyta motocyklistę, czy nie jest
ranny, proponując, że zadzwoni z telefonu komórkowego po pomoc. Kiedy wydarzenie
to pokazuje telewizja, która je zainscenizowała, nabiera ono posmaku skandalu,
bo każdy, kto ma prawo jazdy, został przeszkolony w zakresie udzielania
pierwszej pomocy, właśnie z myślą o takich wypadkach. Lekarz z pogotowia ratunkowego
skomentował to tak: "Ludzie po prostu odchodzą, kiedy widzą innych w
niebezpieczeństwie. Chyba
mają to w nosie".
o
Od wielu lat obserwuje się w Polsce zjawisko wzrostu gospodarstw
domowych osób samotnych. Niegdyś rodziny zbierały się wieczorem razem, teraz
dzieciom,
rodzicom
i małżonkom coraz trudniej jest spędzać wspólnie czas. Od wielu lat trwa
zmniejszanie się kapitału społecznego. Jednym ze sposobów szacowania tego
kapitału jest obliczenie publicznych zebrań i członków różnych klubów. Liczby
odzwierciedlają zanikanie kontaktów międzyludzkich w polskim społeczeństwie. Powstają natomiast organizacje
nowego rodzaju. Ale, w odróżnieniu od dawnych, te nowe
organizacje trzymają ludzi na dystans. Członkostwo uzyskuje się za
pośrednictwem poczty elektronicznej albo zwykłej, a główna działalność
sprowadza się do przesyłania pieniędzy, a nie nawiązywania i podtrzymywania
kontaktów towarzyskich.
Trzeba do tego dodać niewiadome w sposobach łączenia się - i rozłączania - ludzi
na całym świecie, które pojawiają się zadziwiająco zależnie, w miarę jak
technika oferuje coraz więcej odmian nominalnej komunikacji w rzeczywistej
izolacji. Wszystkie te
tendencje sygnalizują powolny zanik okazji do kontaktowania się z innymi. To nieubłagane
oddziaływanie techniki na nasze życie jest tak potężne, że nikt jeszcze nie
policzył jego społecznych i emocjonalnych kosztów.
Postępujące
wyobcowanie
Uważny personel w markecie stwierdza, że
coraz więcej klientów, których obsługuje, wydaje się kompletnie roztargnionych.
Patrzą się z nieobecnym wyrazem twarzy w przestrzeń.
Rzecz
nie w tym, że klienci są głusi, lecz w tym, że w uszy mają wetknięte dwie
małe słuchawki iPoda lub zatopienie we własnych myślach. Są oszołomieni,
zatopieni w
morzu
dźwięków, problemów, batalii i gier, z ułożonych przez siebie listami
nagrań, scenariuszy wojny, prognozą gry,
nieświadomi tego, co się wokół nich dzieje, i - co bardziej łączy się z naszym
środowiskiem ignorują wszystkich, których mijają.
Oczywiście na długo przedtem, nim iPody,
walkmany i telefony komórkowe urzekły uszy ludziom chodzącym ulicami, ucinając ich kontakt ze zgiełkiem
życia, proces ten zapoczątkował samochód sposób przemieszczania się w przestrzeni
publicznej, we wnętrzu pojazdu zupełnie odizolowanego od otoczenia szkłem, kilkuset
kilogramami stali i usypiającym dźwiękiem radia. Zanim samochód stał się dobrem powszechnie
dostępnym, typowe sposoby podróżowania - od poruszania się pieszo, przez jazdę zaprzęgiem
konnym, po wóz ciągnięty przez woły - zapewniały podróżnym bliski kontakt z otaczającym
ich ludzkim światem.
Jednoosobowa skorupa stworzona przez
słuchawki zwiększa izolację społeczną. Nawet jeśli ten, kto je nosi, spotyka kogoś sam na sam
i staje z tą osobą twarzą w twarz,
to zakorkowane uszy dostarczają łatwej wymówki, by potraktować tę osobę jako
przedmiot, raczej jako coś, co należy ominąć, niż kogoś, kogo należy powitać czy przynajmniej
zauważyć. Chociaż
życie piechura daje szansę przywitania się z kimś, kto się zbliża, albo
ucięcia krótkiej pogawędki ze znajomym, nosiciel iPoda może łatwo każdego zignorować, patrząc z
lekceważeniem nie na niego, lecz przez niego.
Z pewnością z własnego punktu widzenia
użytkownik iPoda ma z kimś kontakt - z piosenkarzem, zespołem muzycznym czy
orkiestrą podłączoną do uszu.
Jego serce bije w jednym rytmie z ich sercami, ale ci wirtualni inni nie
mają nic wspólnego z ludźmi, których istnienia prawie nie dostrzega. Technika znieczula nas
na osoby,
które są
obok, w takim stopniu, w jakim
wciąga nas w rzeczywistość wirtualną. Będący tego skutkiem autyzm społeczny
staje się jeszcze jedną pozycją na stale wydłużającej się liście niezamierzonych i
niepożądanych konsekwencji ciągłego podboju naszego życia codziennego przez technikę.
Stała łączność cyfrowa oznacza, że praca nie
daje nam spokoju nawet wtedy, kiedy jesteśmy na urlopie. Ankiety przeprowadzone
wśród pracowników wykazały, że podczas urlopu 34 procent z nich kontaktuje się
ze swoim biurem tak często, że wracają z wakacji równie - albo nawet bardziej - zestresowani
jak przed wyjazdem na nie, Poczta elektroniczna i telefony komórkowe przenikają
przez bariery
chroniące życie prywatne i rodzinne. Komórka
może zadzwonić, kiedy jesteśmy na majówce z dziećmi; nawet w domu mama czy tata
mogą być nieobecni duchem, kiedy co wieczór przeglądają pracowicie swoją pocztę
elektroniczną.
Oczywiście dzieci właściwie tego nie
zauważają, bo skupione są na własnej poczcie, grze internetowej albo na ekranie
telewizyjnym w swoim pokoju. Wyniki przeprowadzonej przez Francuzów na całym
świecie ankiety, która objęła 2,5 miliarda widzów w siedemdziesięciu dwóch
krajach, pokazały, że w 2004 roku każdy z nich spędzał średnio 3 godziny i 39
minut dziennie przed telewizorem; najwięcej czasu poświęcali na oglądanie
telewizji Japończycy - średnio 4 godziny i 25 minut -,a na drugim miejscu,
z niewiele "gorszym" wynikiem, uplasowali się mieszkańcy Stanów
Zjednoczonych.
Telewizja, jak ostrzegał poeta, kiedy Nowy wówczas
środek przekazu coraz bardziej rozpowszechniał się w gospodarstwach domowych,
"pozwala milionom ludzi słuchać w tym samym czasie tego samego dowcipu, a
mimo to pozostawać samotnym".
Taki sam wpływ mają Internet i poczta
elektroniczna. Doświadczenia krajowe wykazały, że dla wielu Internet zastąpił
jako sposób wykorzystywania wolnego czasu telewizję. A oto proste obliczenie:
każda godzina korzystania z Internetu to krótszy o 24 minuty czas poświęcony na
kontakty z przyjaciółmi, współpracownikami i rodziną. Pozostajemy ze sobą w
kontakcie na dystans.
Neurobiologia społeczna
Nowa dziedzina nauki - neurobiologia
społeczna, która wyrasta z dokładniejszego naukowego zrozumienie neuronalnej
dynamiki kontaktów międzyludzkich:
· Odkryty rodzaj
neuronów,
komórki
wrzecionowate, działa
najszybciej ze wszystkich, kierując nami przy podejmowaniu pośpiesznych
decyzji; udowodniono, że w mózgu ludzkim jest ich więcej niż w mózgu osobnika
należącego do jakiegokolwiek innego gatunku.
· Innego rodzaju
komórki mózgowe, komórki zwierciadlane, wyczuwają zarówno, jaki ruch ma wykonać
inna osoba, jak i jej uczucia i natychmiast przygotowują nas do naśladowania
tego ruchu i współodczuwania z tą osobą.
· Przypadki
zdeterminowane, w których mózg wydziela, wywołując uczucie przyjemności związek
chemiczny, dopaminę, ale poziom dopaminy się nie zwiększa, w innych
przypadkach.
Każde z tych odkryć było czymś w rodzaju
pojedynczego zdjęcia ukazującego pracę "mózgu społecznego", połączeń nerwowych, które uaktywniają się,
kiedy nawiązujemy kontakty z innymi osobami. Samo w sobie żadne z nich nie ogarniało
całości,
ale w
miarę jak gromadziło się ich coraz więcej, zaczęły się wyłaniać zarysy nowej
dziedziny nauki.
Pojecie - "neurobiologia społeczna" – użyto po pierwszy
na konferencji
naukowej na ten temat, która odbyła się w 2003 roku w Szwecji.
Najwcześniejsze użycie terminu "neurobiologia
społeczna", pochodzi z początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, z
pism Johna Cacioppa i Gary'ego Berntsona, którzy byli wówczas samotnymi prorokami
wieszczącymi narodziny tej śmiałej nowej nauki.
Dwudziestowieczna neurobiologia uważała po prostu, że zachowanie społeczne jest zbyt złożone, by można je było
badać".
Dzisiaj, wydaje się że jesteśmy w stanie zacząć pojmować, jak
mózg kieruje zachowaniami społecznymi i jak z kolei nasz świat społeczny wpływa
na nasz mózg i biologię".
Jej przedstawiciele zaczęli już rozwiązywać
niektóre stare zagadki naukowe. Na przykład pierwsze badania doprowadziły do
odkrycia zależności między trwaniem w przygnębiającym związku z drugą osobą i
podniesieniem się stężenia hormonów stresowych do poziomu, który powoduje
uszkodzenia pewnych genów sterujących pracą komórek zwalczających wirusy.
Brakującym elementem tej układanki były drogi nerwowe, za których pośrednictwem
kłopoty w związku mogą prowadzić do takich konsekwencji biologicznych, i na
tym, między innymi, skupiła się neurologia społeczna.
W tej nowej dziedzinie istnieje symboliczne
partnerstwo badawcze między psychologami i neurobiologami, którzy wspólnie
wykorzystują czynnościowe MRI (czyli fMRI), urządzenie używane dotąd zwykle w
szpitalach do diagnostycznego obrazowania mózgu. W MRI wykorzystuje się potężne
magnesy w celu uzyskania zdumiewająco szczegółowych obrazów mózgu. Z podobnych badań
płyną odpowiedzi na takie pytania, jak: co dzieje się w mózgu osoby, która
patrzy na swojego ukochanego czy ukochaną, w mózgu kogoś, kto kieruje się
uprzedzeniami, czy kogoś, kto przygotowuje plan, jak zwyciężyć w grze.
Mózg społeczny jest sumą mechanizmów
nerwowych, które kierują naszymi interakcjami, oraz myśli o innych i naszych
związkach z nimi, a także uczuć, które do nich żywimy. Najbardziej wymowne jest
być może to, że mózg społeczny jest jedynym układem biologicznym w naszym
organizmie, który stale dostraja nas i z kolei ulega wpływowi stanu
wewnętrznego osób, z którymi jesteśmy". Wszystkie pozostałe układy
biologiczne, od gruczołów limfatycznych po śledzionę, regulują swoje działanie
głównie w reakcji na sygnały płynące z wnętrza ciała. Ze względu na swoją
wrażliwość na świat zewnętrzny drogi nerwowe mózgu społecznego są czymś
wyjątkowym. Kiedy kontaktujemy się z kimś twarzą w twarz (albo za pośrednictwem
głosu lub dotyku), łączą się nasze mózgi społeczne.
Interakcje społeczne odgrywają nawet pewną
rolę w przekształcaniu naszego mózgu. Dzieje się tak dzięki neuroplastyczności,
która oznacza,
że powtarzające się
doświadczenia rzeźbią kształt, rozmiar i liczbę komórek nerwowych i synaptycznych połączeń między nimi. Poprzez ciągłe nastawianie
naszego mózgu na dany rejestr nasze najważniejsze związki z innymi mogą stopniowo
kształtować w nim pewne
połączenia nerwowe. Jeśli więc codziennie przez całe lata spędzamy czas z kimś, kto wciąż nas rani i doprowadza
do złości albo - przeciwnie - emocjonalnie nas pokrzepia, może to w efekcie "przemeblować" nasz mózg.
Te nowe odkrycia pokazują, że związki z
innymi mają na nas trudno dostrzegalny, ale potężny, trwający przez całe życie
wpływ. Może to być niemiła wiadomość dla kogoś, czyje związki nie
układają się dobrze. Pocieszające jest jednak, że te same odkrycia świadczą o
naprawczych możliwościach naszych kontaktów osobistych w każdym okresie
życia.
A zatem to, w jakich stosunkach pozostajemy z
innymi, ma niewyobrażalną
wagę. I tak dochodzimy do tego, co w świetle tych odkryć może znaczyć
inteligencja społeczna.
Mądre
postępowanie
Już dość dawno temu, bo w roku 1920, tuż po
wybuchu entuzjazmu wywołanego świeżo opracowanymi testami ilorazu inteligencji
IQ, psycholog Edward
Thorndike stworzył pierwszą koncepcję "inteligencji społecznej".
Wedle jednej z podanych przez niego definicji jest to "zdolność rozumienia
i kierowania ludźmi", umiejętność, której wszyscy potrzebujemy, by dobrze żyć.
Proszę jednak zauważyć, że definicja ta pozwala jednak
przyjąć, że oznaką talentu interpersonalnego jest czyste manipulowanie ludźmi.
Jeszcze teraz niektóre opisy inteligencji społecznej nie uwzględniają żadnego
rozróżnienia między zdolnościami wyprowadzania ludzi w pole, które posiada bezwzględny oszust,
a autentycznie przyjaznymi działaniami, które
wzbogacają zdrowe związki. Moim zdaniem
manipulowanie innymi - cenienie tylko tego,
co można uzyskać kosztem drugiej osoby - w
ogóle nie powinno być postrzegane jako inteligencja społeczna.
Zamiast tego moglibyśmy potraktować
"inteligencję społeczną" jako
skrótowe określenie bycia inteligentnym nie
tylko wobec naszych związków z innymi, ale również w nich• Ujęcie to rozszerza
przedmiot inteligencji społecznej na dwie osoby, na to, co
powstaje, kiedy ktoś angażuje się w związek z drugą osobą. Poszerzanie w ten sposób naszego punktu widzenia pozwala nam spojrzeć poza
jednostkę, by zrozumieć, co się naprawdę rodzi, kiedy ludzie nawiązują wzajemne
kontakty, i by poza wąskim własnym interesem dojrzeć również interes innych.
Ten szerszy punkt
widzenia prowadzi do włączenia w zakres inteligencji społecznej zdolności,
które wzbogacają związki między ludźmi, takich jak empatia i troska. A zatem
rozważamy zasadę szerzej i mówimy o mądrym postępowaniu w związkach między -
ludzkich.
Społeczna wrażliwość
mózgu wymaga, byśmy byli mądrzy, byśmy zdawali sobie sprawę z tego, że inni
ludzie odgrywający jakąś rolę w naszym życiu kształtują nie tylko nasze
nastroje, ale także naszą biologię, oraz byśmy robili bilans tego, jak my z
kolei wpływamy na emocje i biologię innych. W samej rzeczy możemy wyrobić sobie
zdanie o związku z jakąś osobą, biorąc pod uwagę to, jaki wpływ wywieramy na
nią, a ona na nas.
Ten biologiczny wpływ
jednej osoby na drugą wskazuje Nowy wymiar dobrze przeżytego życia:
postępowanie w sposób, który nawet na tym trudno dostrzegalnym poziomie jest
dobroczynny dla tych, z którymi się wiążemy.
Same związki z innymi nabierają
nowego znaczenia, a zatem musimy myśleć o nich w sposób radykalnie odmienny od
dotychczasowego. Implikacje tego wykraczają poza przemijające zainteresowanie
teorią zmuszają nas do ponownej oceny tego, jak przeżywamy nasze życie.
c.d.n.